Mowa Wodzowska
2009-05-31
Zwracam się do Was w sprawach wagi najwyższej. Ojczyzna nasza znalazła się nad przepaścią. Dorobek wielu pokoleń, wzniesiony z popiołów szoszoińskie tipi ulega ruinie. Struktury państwa przestają istnieć. Nieistniejącej gospodarce zadawane są codziennie nowe ciosy. Warunki życia przytłaczają ludzi coraz większym ciężarem. Przez każdą rodzinę, przez wiele tipi, przebiegają linie ciszy.
Bracia i siostry. Wielki jest ciężar odpowiedzialności, jaka spada na mnie w tym dramatycznym momencie szoszoińskiej historii. Obowiązkiem moim jest wziąć tę odpowiedzialność. Chodzi o przyszłość Okoczii, o którą moje pokolenie walczyło na wszystkich frontach wojny, i której oddało najlepsze lata swego życia. Ogłaszam, że w dniu dzisiejszym zawiąże się debata o przyszłości i pomysłach na przyszłość.Wiec Szoszoinów, w zgodzie z postanowieniami Konstytucji, rozpoczyna dziś rozmowy na terenie całej wyspy.
Czy ja nie mówię jak ktoś z brzucha Reala? Dobra, po naszemu – w bizoni zad, tu jest łajno. Łajno i to nie łajno bizonie, używane do fajek. Łajno skunksie, te cuchnące, pokropione tą substancją, którą ten skunks śmierdzi. I choć skunks jest stworzeniem Inter i Net, choć on też musi resztki po obiedzie oddać, to łajno to nie cieszy nikogo.
Tyle się dziś mówi, ze kryzys, że nic się nie dzieje, że nuda, że natłok Reala. Kryzys długo omijał naszą mateczkę Okoczię.Byliśmy oazą aktywności. Sytuacyja jednak się zmieniła. Pędzący Kojot zmarł, resztę gryzie Real.
Ilekroć była mowa o tym, jak wyrywać nowych ludzi z brzucha Reala, to mówiłem: „Nie teraz, nie czas. Najpierw przemieńmy się tak, byśmy tych z Reala rajcowali, a dopiero potem walczmy o nich ze złym, bezzębnym bogiem”.
Okoczia rzeczywiście mogła tak zrobić. Mogła, ale nie wykorzystała swojej szansy. Wrodzone, tradycyjne lenistwo Szoszoinów nie pozwoliło nam przygotować się na wyciąganie ludzi z brzucha Reala niczym pewien czarna twarz proponujący dwie piguły – niebieską i czerwoną.
Dzisiaj musimy robić to inaczej, nie możemy już podchodzić do nowego jak do kogoś zwyczajnego. Musimy do niego podchodzić jak do daru Intera, zesłańca Bizonii, jednego z Kachinas i kapłana wrednej Neo! Musimy wabić myśliwych przebierając się za zwierzynę, mężczyzn wabić musimy pięknymi paniami, piękne panie muskulaturą, a muskulaturę naturalnie, poprzez noszenie bali. Bo cóż po muskulaturze na tych białych proszkach jak po zwabieniu kobiety nie możemy „złączyć się w jedno” (cyt. Śliniący się Pies, Mądra Sowa ds. damsko-męskich 300 lat temu).
Tradycyjni mówią; „My mikronacja! Pod tandetna gierkę podszywać sie nei będziemy!”. Ja was zgasze jednym, prostym zdaniem. Wolę, by mówiono „Ta Okoczia to pseudo-mikronacja” niż „Ta Okoczia to BYŁA prawdziwa mikronacja!”. Powiadacie, że to nam nie przysporzy dobrych Szoszoinów. Ja wam mówię, że na pięciu kiepskich znajdzie się ten jeden świetny! Przykładem jest tu Piekielny Wilk. Ni w ząb nie rozumie, mikronacji, ale rozumie Okoczię i to się mu chwali!
Gdzie się pokazywać – na pewno wśród indianistów, ale tych niewielu jest w świecie Intera i Net. Do mikronacji naszej podobne są gry forumowe (Play by forum, czy jak...). Jedyną głębszą różnica jest to, że u nas nie ma kogoś, kto wszystkimi rządzi, a nasz świat jest tworzony również przez innych. Do tego dochodzą połączenia, inkorporacyje i te pedyje. Nie koniecznie mikronacji.
Dróg jest wiele i będę dążył do tego, byśmy nimi ruszyli. Ruszyli nimi z podniesionymi głowami przecierajac nowe szlaki. Podobno nie mikronacyjne, ale jednak prowadzące do celu.
Będę teraz krzyczał, nawoływał, prosił i groził, by zgodę Wiec na powędrowanie nowymi drogami wyraził. A jeżeli kto się nie zgadza, to służę pomocą. Nasz lud może prowadzić sam.
Nowa droga albo śmierć!
Okoczię kochający i dobrze dla niej chcący
(-) Żelazny Żuk
Wódz
Komentarze:
Nie akceptujemy tagów innych niż pogrubienie, kursywa i znacznik nowej lini!



